po pierwsze - za drogo. dobrze, że miałem bilet za darmo, bo płacić 100 PLN za ten rodzaj wydarzenia to trochę dużo. znaczy - żeby nie było - rozumiem skąd te koszty się biorą (orkiestra wynajęta, aranże trzeba przygotować i cała reszta sprzętu), ale efekt nie był w/g mnie adekwatny. wizualizacja taka sobie, nagłośnienie szwankowało, a prowadzący porywającym szołmenem nie jest...
druga sprawa, to pianista - normalnie nie jara mnie muzyka fortepianowa, a tym razem zatrybiło. najfajniejsze melodie imprezy, to te grane przez niego. nawet był koncert życzeń i Martin grał "na żądanie", no ale Wiedźmina jakoś nikt nie chciał. nawet zagrał swój popisowy numer na ślepo.
trzecia i ostatnia rzecz, to ciekawostka socjologiczna. większość znajomych, zapytana wczoraj czy wybiera się na VGL, machała ręką twierdząc że to nie to samo co koncert zespołu który znają. no bo , rozumiesz stefan, jak idziesz na koncert kapeli której słuchasz, to większość kawałków rozpoznajesz. a kawałków z tych starych gier ja nie poznaję. no i tutaj się nie zgadzam, bo okazuje się że jednak muzyka z różnych gier jest tak podobna, że znając jedną z nich człowiek i tak czuje się jak na koncercie kapeli, którą zna.
serio serio.
1 comment:
amen!
Post a Comment